
D Z I E N N I K
D e d y k a c j a
Dzienniki z obozu dedykuję osobie, która wspiera mnie od prawie 20 lat i nie bez trudu zaakceptowała moją decyzję o rozpoczęciu kolejnej przygody z piłką – mojej żonie Annie.
Dzienniki są także prezentem dla rodziców oraz wszystkich tych, którzy wspierają naszą działalność. Piłka nożna to nie tylko sport ale jak się okazuje samo życie, troski, zmartwienia, szczęście i spełnianie marzeń. Nie wszyscy to rozumieją.
DZIEŃ 1 – NIEDZIELA
W końcu wyjeżdżamy! To co było planowane od lutego, to na co czekali wszyscy: rodzice, dzieci i trenerzy w końcu doszło do skutku. Tylko pogoda nie dopasowała się do naszego entuzjazmu. Od rana pada. Ale dzieciakom nieszczególnie do przeszkadza. Sprawnie zajmują miejsca w autokarze, nie zważając na fakt, że rodzice pocą się ładując torby, walizki i pakunki do luków bagażowych autobusu. Wszystkie wielkie, pojemne i ciężkie! Tak jakby dzieciaki wyjeżdżały ze swoich domów na zawsze!
Trenerzy też na miejscu, sprawdzają obecność, porządek, parę słów do małych piłkarzy i odjazd. Godzina 9.00.
Po półtorej godzinie jesteśmy a gospodarstwie AGROTOUR w Nowej Wsi Przywidzkiej. Gospodarz Pan Grzegorz nazywany od tej pory Szefem, oprowadza wszystkich po obiekcie informując o zagrożeniach, sposobie zachowywania się a także o przeznaczeniu urządzeń rekreacyjnych i treningowych. W międzyczasie musimy poradzić sobie z rozmieszeniem dzieci w pokojach. A są różne: 2,3,4,5 i 6 osobowe. W tym względzie dajemy dzieciom wolną rękę polegając na ich osobistych sympatiach. Więc dobierają się sami. A pokoje nie są takie zwyczajne. Każdy reprezentuje klub ligi angielskiej, hiszpańskiej lub szkockiej a wyposażenie od pościeli po firany i ręczniki nawiązuje do nazwy i barw klubowych! Na ścianach koszulki, proporce i inne gadżety. Fajna sprawa. Dzieciakom się podoba. Ubrania zawodników młodej – Pomezanii i pozostałe rzeczy wędrują do szafek i półek. Chłopaki instalują się szybko i bez problemów. Czekają co dalej. A więc na zachętę obiad - bo wszyscy z głodu nerwowo przebierają nogami. Podczas posiłku Szef ośrodka otwiera rywalizację w wieloboju, na który składają się codziennie rozgrywane różne konkurencje sportowe i nie tylko. Na początek golf piłkarski i strzelanie z łuku! Egzotycznie i ciekawie. No i pierwszy poobiedni trening, który rozpoczyna naszą tygodniową pracę szkoleniową. Od razu można wyczuć, że to nie to samo co treningi dwa razy w tygodniu. Inny klimat, bez rodziców, wreszcie my trenerzy możemy użyć wszystkich argumentów aby skłonić maluchy do treningu. He,he!
DZIEŃ 2 – PONIEDZIAŁEK
Zaczynamy pobudką o godzinie 8.00. Wszyscy wstają chętnie, ciekawi co się dzisiaj wydarzy. Krótkie mycie, porządki i śniadanie o 9.00. Późno, bo piekarz o tej właśnie porze dostarcza świeże pieczywo. Dzisiaj okazało się także, że nasze dzieciaki wyjątkowo lubią to pieczywo, bo znika w przerażającym tempie, ku rozpaczy Szefowej kuchni! Później stwierdzi że takiej łakomej grupy jeszcze nie miała.
Poniedziałek to pierwsze w czasie obozu śniadanie a co za tym idzie pierwsze wręczenie dyplomów za konkurencje wielobojowe rozegrane wczoraj. Rytuał ten prowadzony przez Szefa będzie już stałym elementem każdego poranka. Dzieciaki bardzo lubią ten moment, bo otrzymują dyplomy za trzy pierwsze miejsca oraz lizaki, zawsze w kształcie wiernie przypominającym określoną dyscyplinę.
Nie samymi jednak treningami zawodnik szkółki żyje. Ogłaszamy codzienne sprawdzanie czystości w pokojach. Punktację z prowadzonych kontroli wraz z uzasadnieniem na bieżąco ogłaszamy mieszkańcom pokoi i wywieszamy w miejscu powszechnie dostępnym. Klasyfikacja ta budzi wielkie emocje a końcowe rozstrzygnięcie dla dzieci będzie jak się okaże w niedzielę – zdumiewające.
Korzystając z obecności drużyny Gryfa Tczew, zaplanowaliśmy wspólną piłkarską potyczkę. Ze względów szkoleniowych uznaliśmy to za bardzo wartościowy i potrzebny sprawdzian. Chłopcy strasznie zapalili się do meczu, który do 15-stej minuty miał wyrównany przebieg. Wynik 1:1. Niestety występująca na co dzień w rozgrywkach ligowych ekipa Gryfa szybko sprowadziła nas na ziemię. Do przerwy 1:6, a w całym meczu 2:12!? Ciekawostką jest fakt że w meczu wystąpiła też dziewczynka o wdzięcznym imieniu Marcelina - ta sama która w malborskim, czerwcowym turnieju zdobyła PUCHAR FAIR PLAY GAZETY MALBORSKIEJ. Dla rozluźnienia atmosfery, w celu osłodzenia goryczy porażki, dodatkowo zorganizowaliśmy konkurs rzutów karnych. Na szczęście wygraliśmy. Uff!
Trener Michał zwierzył mi się, że w trakcie meczu został bardzo zaskoczony pytaniem, które usłyszał z ust małego piłkarza poraz pierwszy w życiu – „Trenerze, mogę nie wchodzić (na boisko)????!!!” – Tak roztrzęsionego Michała nie wydziałem nigdy wcześniej . Jednak to nie koniec niespodzianek i trudnych pytań. Kilka dni później Michał otrzyma kolejne, niezwykle dramatyczne pytanie!
Pomimo że to dopiero drugi dzień obozu, tempa treningów nie wytrzymuje pierwszy jego uczestnik- Marcin. Mówi, że nie spodziewał się takiej intensywności i ilości gier. Żegnamy go wieczorem przekazując w ręce mamy. Może za rok spróbuje ponownie? Serdecznie zapraszamy.
A po kolacji organizujemy mały turniej na sztucznej trawie. Chłopcy lubią tu grać, bo gra się szybko, krótko i intensywnie. Poniedziałek to także dzień „wypłaty”. Zgromadzone u trenerów depozyty pieniężne trafiają do rąk małych właścicieli a CI dokonują pierwszych zakupów w sklepiku. Pełna radość, większa niż telefon do mamy i taty.
DZIEŃ 3 – WTOREK
Pobudka. Piłkarze wstają już inaczej. Powolutku, zaspani, ciągle ziewają. To znaczy, że przychodzi kryzys. Dlatego pilnie obserwujemy ich zachowania na kolejnych treningach.
Po śniadaniu drużyna Gryfa Tczew wyjeżdża do domu a w chwilę później pojawiają się zawodnicy Orkana Rumia. Również rocznik 2000. To dobrze, bo będzie sposobność do kolejnej wspólnej rywalizacji sportowej.
Trening przepołudniowy w wyjątkowo gorącej atmosferze. Temperatura powietrza około 35 stopni. Roztapiamy się ale przecież nie przyjechaliśmy tu na wakacje. Piłki i sprzęt pomocniczny wędrują na płytę boiska, gdzie trener Michał przygotowuje kolejny zestaw ćwiczeń. Chłopcy rozgrzewają się, przygotowują swoje organizmy do wzmożonego wysiłku. Trudno im zrozumieć, że rozgrzewka nawet w takiej jak dziś temperaturze jest konieczna. Kilka ćwiczeń, zagrań i podań i już widzimy, że szału nie ma. Chłopaki snują się po boisku jak muchy. Niby próbują grać ale bez szczególnego zaangażowania. Może po południu będzie lepiej.
A po obiedzie Szefowa prowadzi kolejne konkurencje wieloboju - rzut podkową i darts. Początkowo wyśmiewane, szybko stają się ciekawe i interesujące, głównie za sprawą małych uczestników. Wiele emocji. A później kolejne krótkie gierki na sztucznej trawie. Ze względu na niezliczoną ilość pytań tej samej treści kierowanych przez dzieci do szkoleniowców, opracowałem pisaną metodę odpowiedzi. Na tendencyjne pytanie wyciągam żółtą kartkę na której jest napisane: NIE, NIGDY, TAK , ZA 15 MINUT, ZA 30 MINUT, ? itp. Dzieciaki szybko łyknęły ten sposób prowadzenia dialogu. Do końca obozu „podpuszczają” mnie kolejnymi pytaniami!
DZIEŃ 4 – ŚRODA
W związku z tym, że od poniedziałku są niesamowite upały, aby ostudzić emocje i zmęczenie pozwalamy na długo oczekiwaną kąpiel w basenie. Szaleństwo!! Zjeżdżalnia opanowana, pełno emocji i uśmiechu. Widać, że są szczęśliwi! Dzięki temu na chwilkę zapominają o piłce, treningach i upale. Im też przecież od życia coś się należy.
Każdy uczestnik obozu, kolonii musi przejść chrzest. Tak było, jest i na pewno będzie. I mimo, że ma charakter zabawy to jednak jest w tym coś podniosłego, ważnego i wyjątkowego. Kiedy nasi piłkarze dowiedzieli się o tym przedsięwzięciu, wyraźnie na ich twarzach pojawił się niepokój, zniecierpliwienie i niepewność. Szczególnie u tych którzy na obozie są pierwszy raz. Zbiórka i wymarsz na miejsce wydarzeń. Maszerują w ciszy, ciekawi co nastąpi. Informujemy piłkarzy o celu spotkania, próbujemy nadać odpowiednią rangę uroczystości, „grozimy” wykluczeniami z drużyny...
Zaczynamy, zadanie pierwsze – TOR PRZESZKÓD. Wykorzystując będące w gospodarstwie urządzenia i przyrządy trener Michał zaaranżował dla dzieciaków tor przeszkód. Ściana, równoważnia, opony, kładka, czołganie się a na koniec 10 żonglerek lub 5 pompek a wszystko to w czasie maksymalnie 60 sekund.
Zadanie drugie – ŚLUBOWANIE. Po pokonaniu toru przeszkód wszyscy przystąpili do ślubowania. Opracowany przez sztab szkoleniowy tekst ślubowania, powtarzali w skupieniu. Było całkiem przyjemnie. Ale czy beneficjenci ślubowania zrozumieli jego tekst ?
Zadanie trzecie – NAPÓJ MOCY I TRENERSKI KOPNIAK NA SZCZĘŚCIE. Tuż po ślubowaniu każdy musiał skosztować cudownego NAPOJU MOCY, którego skład (woda, sól, sok z ogórków, cebuli i cytryny) od początku był tajemnicą. Techniki picia mieli różne. Jedni wypijali za jednym zamachem, inni delektowali się popijając powolutku!???
A miny w czasie picia mieli ciekawe! Na koniec lekki kopniak na szczęście. Od trenerów.
Turniej bocce, tenis stołowy i rowerowy tor przeszkód to kolejne konkurencje wielobojowe do rozegrania których zostali zaproszeni nasi zawodnicy w godzinach wieczornych. Ze względu na skalę trudności i charakter konkurencji nie wszyscy podejmują się uczestnictwa w rywalizacji. Na placu boju zostają sami twardziele, którzy do końca liczyć się będą w ogólne j rywalizacji wieloboju. Pozostali rekreacyjnie grają w piłkę i dzwonią do rodziców. Są tacy którzy tęsknią i nie wstydzą się tego ale są tacy, którzy tęsknią po cichu w zaciszu swojego łóżka.
Na szczęście jest telewizja i pozwalamy obejrzeć mecz eliminacji Ligi Mistrzów Lech Poznań – Inter Baku. Miał być spacerek a mecz zakończył się o 23.30 rzutami karnymi. Podczas meczu okazało się, że chłopcy posiadają znakomitą wiedzę piłkarską. Znają wyniki, składy i wydarzenia nawet sprzed 10 lat!!?? Trener Krzysztof zaniemówił!
DZIEŃ 5 – CZWARTEK
Ustalony podczas śniadania sparning z Orkanem zakończył się wynikiem 2:6. Tak jak wcześniej wspomniałem trener w czasie meczu dostaje znowu bardzo trudne pytanie – „Panie trenerze, mogę zejść?”. Widać, że Michał załamał się ale nawet nie mógł przypuszczać, że w sobotę z ust tego samego zawodnika padnie to samo pytanie! Cóż niezbadane są losy trenera. Tym razem pomimo porażki Młoda-Pomezania zaprezentowała się o wiele korzystniej. Dużo walki w polu, przebłyski przemyślanej gry kombinacyjnej. Widać że jeszcze dużo im brakuje. Zaległości te mają nadrobić występując od września w rozgrywkach ligowych, podczas których nabędą piłkarskiego doświadczenia i charyzmy. Póki co – porażka - ale w rzutach karnych wygrali. Dobre i to. Dzisiaj podobnie jak wczoraj – basen. Znowu eksplozja szczęścia, przednia zabawa, luz i relax. Odnowa biologiczna jak na prawdziwym mundialu.
Treningi idą coraz ciężej. Czyżby chłopcy nie lubili już piłki nożnej? Wspólnie z Michałem i Krzysztofem dostrzegamy zmęczenie i znużenie piłką. Dzieciaki nie pytają już o to kiedy grają, gdzie grają i czy w ogóle grają!!!??? Dlatego postanawiamy zaproponować inne gry zespołowe. Na początek ringo i siatkonoga. Trochę poskutkowało.
Po obiedzie obóz opuszczają Hubert i Maksymilian. Otrzymują pamiątkowy dyplom oraz wiele znaczące uściski trenerów. Natomiast drugi Hubert ma urodziny. Koledzy śpiewają mu głośne STO LAT a w prezencie dostaje naszywkę klubu WEST HAM.
DZIEŃ 6 – PIĄTEK
Zgodnie z planem obóz opuszczają Dawid i Tomek. Niektórzy zazdrośnie spoglądają na kolegów, którzy wspólnie z rodzicami pakują swoje rzeczy. Krótkie pożegnanie i po chwili znikają za zakrętem. Wszyscy myślami są już przy niedzieli. Ale póki co realizujemy porządek dnia. Piątek to intensywny ruch w dyscyplinach wielobojowych organizowanych przez Szefa. Naciska na ich zorganizowanie bo zaraz koniec turnusu. I tak chłopcy po kolei zmagają się w konkursie ringo, najmłodsi walczą o tytuł mistrza rzutów karnych a na specjalnej rzutni pozostali próbują oddać jak najdalsze rzuty beretem!
Obiad. Tym razem urodziny obchodzi Mateusz. On też w prezencie od kolegów otrzymuje piękne STO LAT a od trenerów naszywkę klubu z wysp. Jest zadowolony. Potem krótki odpoczynek i zapraszamy chłopców do miniturnieju w którym walczyć będzie kilka pięcioosobowych drużyn wybranych spośród wszystkich zawodników Orkana i Pomezanii. Pozwalamy aby wyboru składów dokonali według swojego uznania. Z powodzeniem, bo to właśnie lubią najbardziej. Swobodną, niczym nie obciążona grę w piłkę. Z przyjemnością zauważamy, że fakt że rywalizują ze sobą chłopcy z różnych miast nie stanowi dla nich problemu w nawiązywaniu znajomości.
DZIEŃ 7 – SOBOTA
Od rana pada. Deszczowy sparning z Orkanem zakończył się kolejną porażką tym razem w stosunku 1 do 6. To pierwszy taki mecz naszych zawodników rozgrywany z takich warunkach. Śliska piłka, mokra murawa, wiele przypadkowych zagrań ale przecież obydwie drużyny mają takie same warunki. Zawodnicy z Rumii okazali się być cierpliwsi i troszkę lepiej wyszkoleni technicznie. Wygrali poraz drugi. A po meczu deszczowy konkurs rzutów karnych. Faworyci odpadają i kilka niespodzianek. To dobrze, bo jest ciekawiej niż zwykle.
Tor komandos to kolejna wielobojowa niespodzianka Szefa. Odgłosy strzałów, wybuchy i zasłony dymne cały czas towarzyszą tej konkurencji. Nie ma żartów. Każdy pokonuje tor w niezwykłym skupieniu jakby walczyli na śmierć i życie. Fajna zabawa!
Sobotę kończymy wieczornym grilem na który zaprosiliśmy trenerów i zawodników Orkana Rumia oraz gospodarzy obiektu. Miła atmosfera, chłopcy głodni, zjedli wszystko co mieli podane. A zaraz potem cisza nocna, bo jutro wyjazd. Widać że są zmęczeni, na twarzach wielu z nich tęsknota- a jednak. To tylko dzieci.
DZIEŃ 8 – NIEDZIELA
Znowu deszcz. Tym razem na pożegnanie. Jajecznica na ostatnie obozowe śniadanie, wędlina, ser, chlebek i dodatki. Jak zwykle pojawia się Szef Pan Grzegorz, wręcza dyplomy za ostatnie konkurencje wielobojowe i oczywiście lizaki kształtem przypominające rozgrywane dyscypliny. Niespodzianką są końcowe wyniki klasyfikacji za najporządniejszy pokój obozu. Zwycięzcami zostali mieszkańcy pokoju CELTIC GLASGOW. Chłopcy przyjęli ten werdykt z „oburzeniem” i niedowierzaniem bowiem sprawę uznali za ustawioną ze względu na fakt , że pokój ten użytkowaliśmy...my, trenerzy!
Tuż po konsumpcji Szef zaprasza wszystkich do swojego muzeum piłkarskiego na oficjalne zakończenie turnusu, pokaz ciekawych zbiorów piłkarskich z całego świata i rozstrzygnięcie klasyfikacji na najlepszych zawodników wieloboju. Dzieciaki wiedzą kto zajął pierwsze trzy miejsca, bo pilnie obserwowali wyniki ogólnej klasyfikacji, ale nie wiedzą jakie są nagrody! Wygrał Adaś Nierzwicki, drugi był Kacper Rąbalski a trzecie miejsce zajął Czarek Kowalewski. Wszyscy otrzymali piłki, statuetki i etui na płyty.
Walizki obozowiczów ponownie wędrują do autokaru, który wraz z kilkoma rodzicami oczekuje już ponad godzinę. Krótkie pożegnanie z właścicielem, z kolegami z Rumii i odjazd.
Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
Jak będą wspominać, czy im się podobało i czy kiedyś tu wrócą? Zobaczymy.
P.S. Kilka dni po obozie dotarło do mnie, że bycie trenerem, opiekunem i wychowawcą to bardzo trudny zawód. Nie wystarczy znać się na piłce, ale przede wszystkim trzeba rozumieć potrzeby dziecka, czytać w jego myślach, przewidywać jego zamiary. Dlatego serdecznie pozdrawiam trenerów Michała i Krzysztofa dziękując im za wsparcie oraz Janusza, który przez cały czas trwania obozu wspierał nas psychicznie. A nade wszystko pozdrawiam wszystkich naszych, małych piłkarzy dla których mam nadzieję obóz w Nowej Wsi Przywidzkiej, kojarzyć się będzie z czymś wyjątkowym i przyjemnym.
Józef Gromala